Rejsowych wspomnień czar

Warta, Noteć 2011
Doświadczenia z poprzedniego roku, wspaniałe wspomnienia, przeżycia na szlaku kazały mi powtórnie wybrać się na spływ. Wybór padł na Wartę. Co prawda już nią płynąłem ale jest to tak urokliwa rzeka, przynosząca ciągle nowe niespodzianki, iż postanowiłem powtórzyć ten szlak.

Moje wyposażenie biwakowo – kuchenne, nawigacyjne i inne szpeje sprawdziły się na Bugu w stu procentach. Warta jest rzeką brzegowo bardziej zaludnioną, z większą ilością miejscowości na szlaku, lepszym zaopatrzeniem, a nawet z prowizorycznymi marinami. Słowo prowizoryczne winno się pisać dużymi literami. Tylko słynna marina Ląd za Koninem jest naprawdę przyzwoita. Przez dwa dni nie gotowałem obiadów a żyłem jak panisko.

23 czerwca /niestety święto/ transport do Uniejowa. Jest to pierwsza miejscowość za zbiornikiem Jeziorsko z której można rozpocząć spływ. Wcześniejsze rozpoczynanie spływu Wartą wymaga bardzo trudnej przenoski przez zaporę w Jeziorsku. Chciałem sobie tego oszczędzić ponieważ przenoska dla mojego YACHTU to obowiązkowy transport i przyczepa. Uniejów to śliczne, czyste i zadbane miasteczko które posiada źródła solankowe wykorzystane do celów leczniczych.

Czytaj więcej...

Bug 2010
Na miejsce rozpoczęcia spływu wybrałem WŁODAWĘ. To miejsce było najlepsze na podstawie locji i co jest bardzo oczywiste, słynie ze swojego wodowskazu. Trzeba pamiętać iż Bug jest rzeką graniczą i odcinku 120 km. płynie pomiędzy nami i Białorusią. Nie jest strefa kojarzona z Szengen. Wszyscy ludzie nawet miejscowi mają wątpliwości co do ich przyjaźni i sympatii dla naszej nacji. Po stosunkowo niewielkich korowodach otrzymałem zgodę naszej Straży Granicznej na spływ z błogosławieństwem i ostrzeżeniem - po tamtym brzegu możesz usłyszeć „ budiem strelać „ To jest bardzo demokratyczna kraina, ale na zdjęciu można zobaczyć jak granice wyznacza się płotem.

7 lipca nadszedł czas na wyjazd. Pod słupkiem kilometrowym 1137, obok słynnego wodowskazu dało się Gosię zwodować, rozbić pierwszy biwak i zostać sam na sam z przyrodą, rzeką i tylko własnymi problemami. Po drugiej stronie już Białoruś. Następnego dnia klar, pakowanie majdanu i w drogę.

Czytaj więcej...

Przygotowanie "Gosi"
Kiedy jesienią 2009 r. przeszedłem na emeryturę społeczną / ileż lat można – choć niektórzy twierdzą że nie zasłużenie – bez sukcesów / Przyszedł czas na realizacje własnych marzeń. Oddało się tej Organizacji ponad 50 lat życia i najczęściej wakacje były z młodzieżą. Teraz czas dla siebie. Nie mam żadnych ograniczeń czasowych oraz żadnych obowiązków / poza domowymi / i dlatego stworzyła się szansa na realizację własnych marzeń.

Wychowany w duchu harcerskiego wodniactwa zawsze uważałem i uważam, że harcerze i w ogóle młodzi ludzie powinni więcej czasu poświęcać turystyce i poznawaniu własnego kraju, jego przyrody, innych ludzi. Jako wodniak wybierałem zawsze szlaki wodne co jest oczywistym. Kiedy na początku lat 60-tych po raz pierwszy popłynąłem Wartą z Krzepic do Bydgoszczy na własnoręcznie zbudowanych kanadyjkach wiedziałem, iż ta pasja pozostanie mi do końca życia. Tak też się stało.

Czytaj więcej...

Kanary '2007
Niewiele jest w życiu takich momentów, do których się później stale wraca we wspomnieniach.

Spełnienie marzeń z lat młodości, wieku dojrzałego jest zawsze największą satysfakcją.

Przez całe moje długie, żeglarskie życie marzyłem o tym oby oddać cumy w Las Palmas na wyspach Kanaryjskich. Kilku "szaleńców" żeglarskich pozwoliło mi te moje sztubackie marzenia zrealizować.

Kiedy w zeszłym roku jesienią zaczęły się pierwsze rozmowy na temat takiego rejsu myślałem, iż to żarty ze starego człowieka. Gdzieś jednak w grudniu siedząc w miękkim fotelu i ciepełku przypomniała mi się rozmowa z moim przyjacielem Bartkiem Tajchmanem, który zawsze marzył o rejsie do Irlandii. Pewnego dnia uzyskał odpowiedź "marzenia to za mało - bierz się do przygotowania rejsu". Nawet wiem, kto mu to powiedział.

Czytaj więcej...

Narty wodne 2006
Każdy w życiu powinien spróbować wszystkiego, bez względu na wszystko- czy mu się uda czy nie.

Takie stwierdzenie padło, a więc do roboty. Całe towarzystwo zdecydowało się na spróbowanie swoich sił w nartach wodnych.

Naszym instruktorem został Marek - notabene rewelacyjnie wykonujący ewolucje na wodzie. Żeby nie zanudzać w załączeniu kilka fotek.

Powiem tylko tyle - było fantastycznie, nikt nie liczył siniaków, nadciągnięć mięśni czy nabitych guzów. Liczył się efekt do zdjęcia i determinacja.

Czytaj więcej...